Amor poluje w Parku Miłości

Wszyscy, a zwłaszcza ci którzy szukają prawdziwego uczucia, powinni zajrzeć do Lubniewic. Do takiego wniosku doszłam odwiedzając miejsce wyjątkowe, jakiego próżno szukać w innych częściach kraju, czyli tamtejszy Park Miłości. Spacer wśród stuletnich drzew, uroczych zakątków oraz rzeźb, nawiązujących do miłości i przyrody może okazać się wspaniałym przeżyciem, które na każdym wywrze wrażenia, pozostające w pamięci na wiele, wiele lat.

 

 

Niezwykłą przygodę rozpoczęłam nad brzegiem jednego z miejscowych jezior. Warto pamiętać, że w samych Lubniewicach znajdują się dwa malownicze akweny: Lubiąż oraz Krajnik. Zabytkowy park położony jest nad brzegiem tego pierwszego, dokładnie między Starym i Nowym Zamkiem. Przy słonecznej pogodzie, mieszanka bujnej zieleni z bogatą architekturą tworzą bajkową scenerię, w której znajduję odrobinę tajemnicy związanej z przeszłością Lubniewic, ale przede wszystkim miejsce na miłość. Może to strzeliste wieżyczki, może neorenesansowa bryła albo kwitnąca parkowa roślinność sprawiają, że łatwo oddaję się marzeniom o wielkiej przygodzie i wielkim uczuciu. Sama nie wiem skąd wziął się taki nastrój. Na pewno jest w tej okolicy jakiś pozytywny duch.  

 

 

Kolejne minuty upływają mi na samotnym spacerze. Prawdziwy relaks. Przy tej okazji przekonuję się, że piękno lubuskiej przyrody potrafi zapierać dech w piersiach. Nie zaprzeczę, w Lubniewicach od takich przeżyć można dostać zadyszki. Podobne miejsca w tej okolicy znaleźć nie trudno. Weźmy na przykład pobliskie "Uroczysko Lubniewsko", a w nim malownicze wąwozy, stare buki, ujście Czerwonego Potoku czy wreszcie największe w okolicy jezioro, właśnie Lubniewsko. Jednym słowem, bajka.

 

(fot. Jerzy Strzelecki, CC BY 3.0 PL)

 

Skoro o niej mowa, to mam wrażenie że moja bajka dopiero się zaczyna. A główną rolę odegra w niej Amor. Słyszałam od miejscowych, że rzymski bóg miłość ma w Parku swoje łowieckie tereny. Kto wie może i we mnie trafi jego strzała? Właśnie dotarłam do "Mostku Miłości". To jedno z miejsce, w którym widać efekt działań Kupidyna. Niewielki mostek, po bokach dwie zdobione, żeliwne balustrady, a na nich zaczepione kłódki. Właściwie kłódeczki. Jedne zwykłe, niewielkie, szare. Inne kolorowe, w kształcie serduszka, czasem w złotym odcieniu. Niezależnie od rozmiarów i kolorów każda kłódeczka niesie wielki ładunek pozytywnych emocji. Wszak zostawiają je tutaj zakochani. Na pamiątkę pobytu w Lubniewicach, ale przede wszystkim na pamiątkę swojej wielkiej miłości.


   

Może tę wielką i prawdziwą znajdę właśnie w Lubniewicach? Tak jak doktor Michalina Wisłocka. To przecież, gdzieś tutaj przeżyła miłość swojego życia autorka legendarnej "Sztuki kochania", książki która wywołała w peerelowskiej Polsce obyczajową rewolucję. Obok mostu trafiam na dowód, potwierdzający historie o przeżyciach naszej wybitnej seksuolożki. Znajduję tam uroczy zaułek, z "Ławeczką Miłości" w roli głównej, będący rodzajem hołdu złożonego pamięci dr Michaliny Wisłockiej.

 

 

Park Miłości mogłabym zwiedzać bez końca, odkrywając miejsca, w których być może rodziło się czyjeś uczucie. Ale w podróży po Lubuskim czeka na mnie jeszcze tyle innych, ciekawych miejsc. Przecież do Lubniewic zawsze można wpaść kolejny raz. Na przykład, żeby zawiesić z kimś kłódeczkę na mostku. Tego Wam życzę. A teraz w drogę, bo nocleg zaplanowałam w Mierzęcinie. Skusił mnie tamtejszy Pałac, na temat którego usłyszałam od znajomych mnóstwo ciekawych opowieści. Wykorzystując swój romantyczny nastrój postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czy to wszystko co mówili o nastrojowym klimacie tego miejsca, to prawda. Miałam tam poznać winiarskie tradycje, ciekawostki na temat trudnej sztuki uprawy winnych krzewów oraz wiele innych historii związanych z winiarską, i nie tylko, przeszłością regionu. Do wsi nad Mierzęcką Strugą na zachodnim skraju Puszczy Drawskiej docieram późnym popołudniem. Neogotycki pałac od pierwszego spojrzenia robi na mnie naprawdę wielkie wrażenie.

 

 

Na wstępie mój wzrok przyciąga misternie wykonana elewacja. Widać, że przy je odnawianiu zadbano o każdy szczegół. Jednak dopiero w środku okazuje się, jak niezwykłe jest to miejsce. Ponad 60 odrestaurowanych pokoi, wspaniała architektura, komfort. Chapeau bas dla tego, kto nad tym czuwał! Niemal wszystko ma tutaj związek z winem, czyli specjalnością Lubuskiego. W Mierzęcinie wino to pasja i styl życia. Pałac ma własną winnicę, przetwórnię i piwniczkę, a także imponujące spa. Dokładnie mówiąc, jest to Grape Spa, gdzie podstawą jest właśnie wino. Wszystko do dyspozycji gości. Bez ociągania uległam namowom i skorzystałam z uroków tego miejsca. Relaksacyjne zabiegi fantastycznie wpłynęły na moje samopoczucie. Czego tam nie było! Kilkanaście grot, łaźni, saun i wypoczywalni. A na deser basen rekreacyjny z gejzerami i wodospadami.  

 

Powoli odkrywałam kolejne zalety wina, które nie tylko cudownie smakuje, ale ma też wiele zdrowotnych właściwości wpływających na nasze ciało. Nie ukrywam, że bardzo pomogli mi w tym ludzie, których spotkałam w Mierzęcinie. Usłyszałam od nich wiele ciekawostek na temat enologii. Na przykład, że badacze win z XIX wieku „trunki słodkie polecali byli osobom chudym i podległym kaszlowi, a wina różowe odpowiednie były dla pracowników biurowych, słabowitych i mało ruchu zażywających….”. Od takiej uroczej mieszanki doznań wszelakich postanowiłam jeszcze zakończyć dzień wieczornym spacerem w pobliskim parku. Coś cudownego!